wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 13.


— Mo! — Głośny krzyk rozległ się po całym mieszkaniu, dobiegając w końcu do pokoju szatynki. Mimo wszystko nie należała ona do osób, które łatwo obudzić. — Cholera, wstawaj! — Drzwi pokoju otworzyły się z impetem uderzając w ścianę. Jednak dziewiętnastolatka wydała z siebie jedynie przeciągły jęk i chowając głowę pod poduszką, próbowała z powrotem zasnąć z nadzieją, że sen sprzed kilku minut wróci.
— Daj mi spokój. — Owinęła się kołdrą, udając, że nie słyszy długich przekleństw pod swoim adresem. Poczuła, że kołdra powoli ześlizguje się z jej ciała, więc złapała obydwa końce po swojej stronie i mocno zacisnęła je w dłoniach. Nigdy nie należała do osób, które łatwo się poddają, więc w jej głowie już zrodził się plan wyszarpania swojej własności, jednak nie zdążyła wcielić go w życie.
— Jak sobie chcesz! — wrzasnęła zirytowana przyjaciółka, puszczając fioletowy materiał, po czym opuściła pomieszczenie, trzaskając drzwiami.
Szatynka burknęła pod nosem coś niezrozumiałego dla nikogo poza nią i powoli wygrzebała się z miękkiej pościeli. Przetarła twarz dłońmi, spoglądając na zegarek. Zmarszczyła brwi ze zdziwienia, po czym ponownie przetarła oczy i jeszcze raz spojrzała na tarczę ze wskazówkami. Trzynasta czterdzieści... nic dziwnego, że Emily kipi złością. Przeciągnęła się, sięgając pod poduszkę po swój telefon, a na jej twarzy zagościł grymas, gdy ujrzała jedną oczekującą wiadomość.

Od: Nieznany.
Myślę, że "spanie" przy otwartych drzwiach jest mało odpowiedzialne, kochanie. :)

Krótka informacja podziałała na dziewczynę lepiej niż kubeł zimnej wody. Momentalnie zerwała się z miejsca, zbiegając na dół, aż do drzwi wejściowych. Minęła po drodze zdezorientowanych współlokatorów, jednak nie zwróciła na nich żadnej uwagi. Spojrzała z niedowierzaniem na zasuwkę, wpadając powoli w panikę. Przygryzła dolną wargę z nadzieją, że ktokolwiek wychodził i dlatego wszystko jest otwarte, chociaż nie potrafiła przekonać o tym nawet samej siebie. Oddychając głęboko, skierowała się do kuchni.
— Ktokolwiek z was wychodził dziś rano? — Westchnęła, opierając się o framugę drzwi, gdy trzy pary oczu wbiły w nią zdziwione spojrzenia. Mimo wszystko tylko jedna osoba domyśliła się jakie jest drugie dno pytania.
— Byłam w sklepie. — Uśmiech na twarzy blondynki wydawał się być wręcz przepraszający. Ciemne oczy Melanie szybko skupiły się na twarzy Emily, która dyskretnie kiwnęła głową, by potwierdzić przypuszczenia młodszej z nich. Więc każdy mógł po prostu wejść do naszego mieszkania...
Coś się stało, Mo? — zapytał szybko Victor, widząc zmartwienie szatynki.
— Nie. — Uśmiechnęła się, podchodząc do zlewu i wypełniając stojącą obok szklankę wodą, po czym wypiła ją duszkiem. — Wszystko w porządku — dodała, widząc niedowierzanie na jego twarzy, po czym szybko odwróciła uwagę od tamtej sprawy: — Jakieś plany na dziś?
Z każdej strony posypały się pomysły na spędzenie słonecznego dnia, a Carter próbowała skupić się na nich, jednak zmęczony umysł cały czas podsuwał jej sceny ze snu. Pięknego snu, od którego dziewczyna nie potrafiła się wyrwać.

~*~

Pisk opon, wstrzymywane powietrze przez pasażerów, śpiący Lou, spadający z obitego skórą siedzenia i jego jęk po zderzeniu z samochodową wycieraczką, po którym następuje śmiech przyjaciół i wrzask Paula zarówno na kierowcę, który o mało nie spowodował wypadku, jak i na piątkę "nieodpowiedzialnych i wręcz dziecinnych" chłopaków, siedzących z tyłu.
— Masz nauczkę, żeby nie spać w samochodzie — nabijał się Harry, szturchając najstarszego z nich w ramię, gdy tylko ten pozbierał się z gumowej, wypełnionej piachem maty i z powrotem zajął swoje miejsce. Wszyscy wybuchli śmiechem, widząc mrożące w żyłach spojrzenie szatyna, kierowane w stronę Loczka. Właśnie w tej chwili obmyślał jak najlepiej byłoby się go pozbyć, by inni tego nie zauważyli.
— Bardzo zabawne — burknął w odpowiedzi, zakładając ręce na klatce piersiowej, niczym obrażona pięciolatka, jednak nie potrwało to zbyt długo. — Właściwie to gdzie jedziemy? — Tuż po wypowiedzianym pytaniu z powrotem nadeszła fala śmiechu ze strony towarzyszy. Louis zmarszczył brwi, wpatrując się w każdego po kolei. Jego dezorientacja narastała z każdą chwilą.
— Powtarzałem trzy razy, że jedziecie podpisywać nowe książki! — jęknął Paul, wpisując coś w swoim notatniku. — Jest dokładnie szesnasta. Już powinniśmy tam być, ale jest korek, więc będziemy spóźnieni. Wszystko będzie trwało dwie godziny, później jesteście wolni, ale macie nie robić niczego głupiego, bo przypominam, że jutro gracie ważny koncert.
Skinął głową na znak zrozumienia, czego najprawdopodobniej manager nawet nie zauważył, po czym wbił wzrok w ulicę za przyciemnioną szybą. Widział jak każdy pędzi w swoją stronę w towarzystwie znajomych, bądź po prostu samotnie ze słuchawkami w uszach, ewentualnie biegnąc do jakiegoś biura z biznesową teczką pod pachą. Każdy z nich miał to, czego szatyn nigdy nie będzie miał. Prywatność. Mogli wejść wszędzie, gdzie chcieli, zrobić, co tylko im się zamarzy i żadne z nich nie pojawi się na pierwszej stronie jakiegoś brukowca, w którym na pewno znalazłby się Tomlinson, gdyby po prostu wyszedł na ulicę bez głupiego przebrania. Poza tym na nikogo z tych ludzi nie rzuciłby się tłum, jak już kilka razy zdarzyło się jemu. Sława ma swoją cenę, dość dużą, bo trzeba zrezygnować ze wszystkiego. Właśnie dlatego chłopak nie rozumiał osób, które za wszelką cenę robiły wszystko, by zaistnieć. Lepiej tego nie robić.
Jego myśli rozwiały się w chwili, gdy czarny van zatrzymał się na czerwonym świetle, a z kawiarni tuż obok wyszły cztery roześmiane osoby. Louis nie mógł uwierzyć własnym oczom i uszom, gdy wyjątkowy dla niego śmiech przedostał się do środka auta, wypełniając go i sprawiając, że miał wrażenie, iż się dusi. Przypomniał sobie wszystkie chwile, gdy spotkał ją w tym mieście i zdał sobie sprawę, że jeszcze nie słyszał jej śmiechu. Zawsze spinała się przy nim, wyglądała jakby walczyła sama ze sobą, a już na pewno wiedział, że powstrzymywała się, by po prostu go nie uderzyć. Widział jak ta chęć odpijała się w jej oczach. Ale teraz nie była taka jak do tej pory przy nim. Dostrzegł dawną Melanie, która do tej pory towarzyszyła mu w każdym śnie i w tej chwili obiecał sobie, że zrobi wszystko, żeby wyglądała tak przy nim. Jednocześnie przypomniał sobie jej wypowiedź z poprzedniego dnia:

Będę musiała skrócić cię o głowę...

Słowa były niepokojące i za każdym razem, gdy je sobie przypominał, przechodził go nieprzyjemny dreszcz. W pierwszej chwili uznał je za żart, ale później po krótkiej analizie uznawał, że to jednak mogła być prawda. Tylko jak ta dziewczyna, która płakała, widząc kulejącego psa, mogłaby kogokolwiek "skrócić o głowę"? Sam powoli zaczynał się gubić w tym wszystkim i postanowił odpuścić. Nie ją, rzecz jasna. Po prostu uznał, iż lepiej nie szukać po raz setny drugiego dnia w jej słowach. Nie miał pojęcia, że one nie miały drugie dna - były jednoznaczne, ale on był z nią zbyt silnie związany by się tego domyślić.
— Normalnie to bym polecił, żebyś za nią biegł, ale Paul pewnie udusiłby cię z miejsca, więc powiem ci tylko, że jeszcze chwila i się tu zaślinisz — powiedział rozbawiony Malik, gdy już wepchnął się na siedzenie między Harry'ego, a Louisa.
— Boki zrywać. — Przewrócił oczami, nie odrywając wzroku od dziewczyny.
— Na co tak pa... o! Patrzcie to Ellie! — krzyknął Loczek, przepychając się do drzwi i już chciał je otwierać, ale został odciągnięty przez Liama. — Oj, no weź! I tak stoimy w korku — mówił oburzony, wpatrując się w nastolatkę za oknem. Miał szczęście, że nie widział tych morderczych spojrzeń wysyłanych przez Tomlinsona. Zazdrosny idiota, pomyślał Zayn, który śmiał się pod nosem z całej sytuacji.
— Przecież ona nawet nie chciałaby z tobą rozmawiać. — Parsknął Lou, z powrotem zerkając w jej stronę.
— A ty skąd możesz to wiedzieć?
— Stary, wyrzuciła cię z domu, gdy do niej poszedłeś. — Zaśmiał się, klepiąc młodszego chłopaka po ramieniu. — Daj spokój, bo jeszcze dostaniesz tym różowym koktajlem. — Po jego słowach wszyscy wybuchli śmiechem, poza oczywiście Harrym, który był zbyt zajęty mruczeniem pod nosem, iż jego kumple są zbyt głupi, by zrozumieć, że ona wyraża tak miłość do niego.
— Ej, ten chłopak wygląda jak młodsza wersja Hazzy. — Blondyn wskazał na najniższego z grupy nastolatka o kręconych włosach, który akurat wydął dolną wargę patrząc błagalnie na Melanie, która z uśmiechem przewracała oczami, po czym objęła chłopaka ramieniem przyciągając go do swojego boku. Wszyscy w skupieniu patrzyli na nią i jej młodszego towarzysza, jednak tylko Tomlinson z nich wszystkich go kojarzył. Przypomniał sobie scenę z Doncaster sprzed dwóch lat i zdenerwowaną przyjaciółkę, która odbierała go ze szkoły. Tak, to musi być on!
 Wszyscy nagle bardzo zainteresowali się sceną za szkłem, wpatrując się dokładnie w rozwój sytuacji i nikt nie odezwał się dopóki blondynki, którą wszyscy poznali już jako managera Ellie, wyjęła ze swojej torebki kilka drobnych i podała je siedzącemu naprzeciwko Victorowi. Później wszyscy obserwowali jak zadowolony wstaje z miejsca i pokazując szatynce język wchodzi z powrotem do kawiarni.
— Myślicie, że to jej brat? — zapytał Liam, zwracając na siebie uwagę.
— Mellie nie ma brata — odpowiedział szybko Lou. Zbyt szybko.
— Skąd wiesz?
— Gdzieś czytałem...
— Kłamiesz! No weź, mów skąd wiesz — nalegał Styles, uśmiechając się znacząco w stronę kumpla. W jego głowie już i tak zrodziło się własne wytłumaczenie. Zdecydowanie za bardzo wyuzdane jak na jego wiek. Z każdej strony zaczęły padać pytania i gdy tylko Zayn próbował jakoś bronić przyjaciela, tylko pogorszył sprawę.
— Chłopaki, opanujcie się. Już jesteśmy. — Głos Paula uspokoił cała sytuację. Przynajmniej do chwili, gdy wszystkich nie ogłuszyła fala pisków.

~*~

Telefon po raz kolejny zaczął wydawać z siebie dźwięki i pierwszym, co przyszło na myśl dziewczynie to rozbicie go o najbliższą ścianę. Wszystko, by w końcu ucichł. Weszła pod prysznic, ignorując urządzenie i całkowicie oddała się gorącej wodzie, zmywającej z niej całe zmęczenie. Zdecydowanie zaliczała miniony dzień do jednego z lepszych i miała nadzieję, że noc minie jej tak samo. Mimo wszystko nie mogła się jednak pozbyć uczucia niepokoju, które towarzyszyło jej od kilku godzin. Czuła się wręcz nieswojo. Po krótkim odprężeniu się, owinęła swoje ciało ręcznikiem, a kolejnym z nich wycierała włosy, wracając do swojego pokoju. Po drodze złapała jeszcze telefon, który w końcu umilkł. Zawinęła swoje włosy w miękki materiał, pozwalając by odrobinę przeschły, gdy ona wybierała odpowiedni numer.
— No cześć, Mo — usłyszała po kilku sygnałach, a na jej twarzy zawitał uśmiech. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek za nim zatęskni. — Wszystko w porządku?
— Hej, Teo — powiedziała, stając przed szafą. — Um, tak jest okay, a jak u ciebie?
— Też dobrze, tylko mam od cholery papierkowej roboty. — Jego śmiech. Słyszała go tak sporadycznie, że zawsze przez jej ciało przechodził dreszcz, gdy miała tę nadzwyczajną okazję. Sama zaśmiała się, wyobrażając sobie jak właśnie podwija rękawy, nie wiedząc, co najpierw powinien zrobić. Każdy jego najmniejszy ruch wydawał się jej tak bardzo oczywisty, że stawało się to wręcz zabawne. — To teraz przechodź do tej prośby, którą do mnie masz. — Ponownie się zaśmiał.
— Hej! Skąd wiesz, że coś mam? — Wydęła dolną wargę, ale nie na długo, gdyż nie potrafiła walczyć z szerokim uśmiechem.
— A nie masz?
— No dobra, dobra. Mam.
— Wiedziałem! — Zwycięzki krzyk pomieszany z "odgłosami szczęścia", jak to miał w zwyczaju nazywać, wypełnił jej głowę i nie mogła nic poradzić na to, że wybuchła śmiechem. Uwielbiała, gdy zmieniał się w normalnego jak na swój wiek człowieka, a nie ciągłe był taki zimny i zapracowany.
— A teraz poważnie — mówiła, przewracając oczami, gdy usłyszała ciche parsknięcie. — Mógłbyś mi podrzucić kogoś do mieszkania? Wiesz, w sensie ochronę, bo wychodzę, a po tym wszystkim nie zamierzam zostawić ich samych.
— Moooo, czy ty idziesz na randkę? — zapytał zmienionym, piskliwym głosem, przez co dziewczyna ponownie zanosiła się śmiechem.
— Ale z ciebie dziś dowcipniś — parsknęła, próbując się opanować. — Randki? Nie, dziękuję. Po prostu muszę pozałatwiać pewne sprawy.
— W nocy?
— Taaa... dokładnie. — Chyba każdy zdawał sobie sprawę z tego, jak marnie idą jej jakiekolwiek wymówki.
— Nie wnikam. W porządku, załatwię kogoś na punkt dwudziestą drugą.
— Nie! — wrzasnęła szybko, po czym zacisnęła oczy, komplementując się w myślach, jaką to jest kretynką, po czym szybko dodała spokojniej: — Odrobinę wcześniej, proszę.
— Niech będzie. Najwyżej zdążysz ich poznać, jeśli nie uda mi się załatwić tych, co ostatnio.
— Okay.
— W takim razie miłej nocy, Mo.
— Wzajemnie, Teo. Nie pracuj zbyt długo!
— A ty się zabezpieczaj — dodał szybko, gdy już chciała się rozłączyć. Jego słowa i cichy śmiech po nich wprowadziły szatynkę w osłupienie. Przez dłuższą chwilę trzymała telefon przed swoją twarzą cały czas przypominając sobie słowa swojego szefa, któremu dziś zachciało się zachowywać jak nastolatek. Na ogół lubiła, gdy taki był, ale teraz zbyt bardzo ją zaskoczył.
— Pieprzony zboczeniec — mruknęła rozłączając się, po czym rzuciła urządzenie na łóżko i zaczęła wyjmować z szafy odpowiednie rzeczy.


Po prawie dwóch godzinach szykowania się Melanie stała przed dużym lustrem w swoim pokoju i pierwszy raz od bardzo dawna była naprawdę zadowolona z efektu. Cienkie kreski na powiekach i dobrze wytuszowane rzęsy świetnie podkreślały jasność jej tęczówki. Wiązane, czarne buty o prostym obcasie w kolorze jasnego drewna eksponowały jej długie nogi, które dodatkowo były podkreślone przez obcisłe, skórzane spodnie. Gładka czarna koszulka z długim rękawem o kwadratowym dekolcie i skórzana kurtka z ćwiekami i złotymi suwakami dopełniały efektu całego wizerunku. Szybko złapała szczotkę z łóżka i rozczesała idealnie proste włosy, pozostawiając je rozpuszczone, by lekko opadał kaskadami na jej ramiona. Wzięła z szafki nocnej telefon i klucze, po czym zeszła na dół, słysząc dźwięk dzwonka.
— Mo! — usłyszała niepewny krzyk blondynki.
— W porządku, Em! — odkrzyknęła, wchodząc do salonu, w którym po chwili pojawili się Bruce, Blaze, za krórymi szła zdezorientowana dwudziestolatka.
— Woah, Mo. Wyglądasz wspaniale! — powiedziała szybko, na co zarówno ochroniarze jak i siedzący na kanapie bracia ją poparli.
Podziękowała wszystkim z uśmiechem, po czym poprosiła napakowanych mężczyzn do kuchni. Wyminęła ich,wiedząc, że idą za nią. Zatrzymała się przy zlewie, opierając się tyłem o blat tuż obok niego, a obydwaj stanęli naprzeciwko niej. Szybko wyjaśniła im, że sytuacja jest taka sama jak dzień wcześniej tyle, że teraz z pewnością zostaną na noc. Uprzedziła, że drzwi mają być zamknięte, bo ona i tak ma klucze i sobie poradzi, po czym pozwoliła im wyjść, wiedząc, że Emily będzie żądała wyjaśnień. I miała rację.
— Co, do cholery?! — wrzasnęła po przekroczeniu progu, na co szatynka przewróciła oczami. — Gdzie ty idziesz? Nie zabierasz przynajmniej Rocka?
— Uspokój się. Wychodzę pozałatwiać parę spraw. Nie, Rock zostaje. Pewnie jutro wyciągnę go gdzieś ze sobą, bo przecież musi trochę opanować interesy.
— Interesy? W nocy? Nieważne, nie chcesz - nie mów. Tylko pamiętaj, że masz jutro sesję, która jest dość ważna, Mo. Masz się nie upić, by nie wyglądać jak zombi.
— W porządku. Nie idę na imprezę.
Pokiwała tylko z powątpiewaniem głową, jednak nie skomentowała ostatniej wypowiedzi. Dziewiętnastolatka westchnęła nieco zirytowana, chociaż może bardziej pasowało tutaj określenie... zdenerwowana? W końcu nie miała pewności, co do niczego, a uczucie niepewności ją przerażało, nienawidziła go. Tak samo jak czegoś czym była bezsilność. Dwa najgorsze uczucia na świecie, z którymi nigdy nie potrafiła sobie poradzić. Były czymś, co ją przerastało.
Zadzwoniła po taksówkę, która po pięciu minutach stała już pod mieszkaniem. Szybko pożegnała się z każdym i wyszła, krzycząc jeszcze krótkie "dobrej nocy". Wsiadła do auta i starała się oddychać głęboki, gdy starsza kobieta wiozła ja na miejsce spotkania. Zaczęła powoli przesiąkać myślą, że to wcale nie był taki dobry pomysł, ale wiedziała, że zgodziła się głównie przez długie naleganie. Miała tylko nadzieję, że nie stanie się nic głupiego. Wyszła z żółtego pojazdu, płacąc odpowiednią sumę i gdy ostatni raz westchnęła, weszła w końcu w jedną z pustych uliczek. Nie słyszała niczego poza dźwiękiem swoich wysokich obcasów i w duchu przeklęła siebie za niezałożenie cichszych butów, dzięki którym mogłaby się po prostu skradać i uciec w każdej chwili. Teraz, jeśli już czekał, wiedziała, że ją usłyszał. Zagryzła dolną wargę próbują nie denerwować się niepotrzebnie.
Już z daleka dostrzegła szczupłą sylwetkę. Siedział na jednej z grubszych desek, patrząc w jej stronę, jednak ciemne światło latarni, znajdującej się za nim nie pozwalało na to, by dostrzegła jego twarz. Przygryzła mocniej delikatną skórę, nadal pochodząc bliżej. Mimo wszystko stanęła kilka kroków od niego, czekając na jakikolwiek ruch. Wstał z miejsca, pochodząc niepewnie w jej stronę, aż w końcu mogła spokojnie spojrzeć na jego twarz, na której widniało niedowierzanie i szczęście, o czym świadczył jego uśmiech.
— Cześć Lou — wyszeptała, "zmuszając się" do delikatnego uniesienia kącików ust.



Od autorki: Prararara, jak się miewacie? :)
Dość szybko minął wam długi weekend, a może ciągnął się w nieskończoność? Jak dla mnie zbyt szybko, ale w końcu wykrzesałam coś z siebie, by dokończyć rozdział. Długo nie miałam na niego pomysłu, aż wyczarowałam coś takiego. Teraz pozostaje pytanie... Co o tym wszystkim sądzicie?

25 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Wiesz ja się mogę z Tobą zamienić. Naprawdę jestem bardzo ciekawa w jakim czasie Ty byś go napisała. :)

      Usuń
  2. Woow! Poszła sie spotkać z Louisem! Ha! Zaskoczyłaś mnie. Pozytywnie. Cudny rozdział!:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny jak zawsze kochanie, każdy pisze w swoim tempie dlatego sądze że pośpieszanie jest bez sensu. Jestem bardzo ciekawa jak rozwinie się dalej akcja, pozdrawiam i całuje TWOJA WIERNA CZYTELNICZKA :) / Mizu

    OdpowiedzUsuń
  4. Świeeeetne !! OMG! Ona sie spotkala z Lou!!! Kocham go !!! Awww! Nie moge sie doczekac! Talent ! Masz talent wyczuwalny na kilometr!:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Spotkanie z Lou jest kompletnie niespodziewane! Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały rozdział! Jestem ciekawa spotkania Lou z Melanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. What ?! Dlaczego w tym miejscu ?! Moje serce krwawi </3 :c chcesz mnie chyba wykonczyc psychicznie XD kocham too ff:3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny!!!! Piszesz świetnie o czym dobrze wiesz ;) niro mogę doczekać się następnego :***

    OdpowiedzUsuń
  9. Aaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!! Cudny jak zawsze. Ona poszła się spotkać z Lou!!!!! Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Życzę weny. :*

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny rozdział jak zawsze oczywiście. Czekam na nexta < 3
    Zapraszam do mnie http://fan-fiction-fifty-shades-of-styles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej, hej :D
    Nominowałam Cię do Liebster! :D
    Więcej informacji u mnie ;)
    live-in-your-dream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy dodasz next ?? ;C

    OdpowiedzUsuń
  13. Nominowałam ciebie do Liebster Blog Award. Pytania są na moim blogu.
    http://innocency-zaynmalik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy dodasz kolejny kolejny rozdział ??;C zapomnialas już o tym blogu czy co ??Bo tak to wygląda ;C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, jeśli to tak wygląda. :c Staram się coś napisać, ale po prostu nie mam na to czasu, bo ciągle muszę się czegoś uczyć...

      Usuń
    2. Wszyscy mamy nadzieje ze zagospodarujesz troche czasu i napiszesz nowy rozdzial bo tesknimy :(

      Usuń
  15. Dziewczyno spina dupe i pisz! Rozumiem że musisz się uczyć, ale nie znam osoby która przez wakacje się uczy :-) nie chciało ci się pisać przez dwa miesiące wwakacji więc ogarnij 14 teraz! :-) sama piszę rozdziały po nocach żeby były, więc nie mów mi że to niemożliwe, bo jakbyś pisała codziennie od maja po trzy zdania dziennie mogłabyś już wrzucić ten rozdział,
    TEN KOMENTARZ MA CIĘ TYLKO I WYŁĄCZNIE ZMOTYWOWAĆ, A NIE OBRAŻAĆ.

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielibiam <3
    +
    +
    +
    zapraszam do siebie:http://revenge-harry-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Zamierzasz wstawic tu rodzial czy juz zapomnialas o tym ff?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapomniałam, kochanie. Po prostu nauka jest dla mnie ważniejsze i nie mam kiedy przepisać rozdziału. :))

      Usuń
  18. ...
    Słuchaj, czytam to opowiadanie już trochę i ja chcę więcęęęj no :( Spinaj swoje eleganckie cztery litery i DAWAJ TEN ROZDZIAŁ BO JA JUŻ PRZEZ CIEBIE NIE ŚPIĘ PO NOCACH :D Całe wakacje się uczyłaś, ok, ale to już koniec roku prawie!!! Błagam Cię, napisz nexta bo nie wytrzymam tego napięcia :)
    Weny życzę JA :P xx

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja chcę więcejjjjjjjjjj
    Plose bo będę smutać

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, za Twój komentarz, K. <3

KOCHANE PERILANATORS!