niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 4.

1. Mamy nowy zwiastun! To tak w ramach przeprosin. :)
2. Przepraszam za opóźnienie, ale szkoła daje mi niezły wycisk. Obiecuję, że kolejny pojawi się w terminie.
3. Dziękuję za ponad 4600 wyświetleń. *-*
4. Wiem, że rozdział jest krótki, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Kolejny będzie dłuższy. Czekam na wasze opinie.
Miłego czytania!
________________________________________

Ciemność panowała dookoła, a chłodne powietrze muskało skórę szatyna, przez co przechodziły go dreszcze. Jednak on starał się to ignorować. Nie zwracał już uwagi na to, że jest zimno. Ba! On wcale tego nie czuł. Kompletnie nic mu już nie przeszkadzało. Najważniejsze teraz było to, by patrzeć w błyszczące gwiazdy z nadzieję, że ona również to robi.

 - Mellie? Dlaczego zawsze w nocy patrzysz w gwiazdy? – szept osiemnastolatka przerwał panującą ciszę.
 - Bo wiem, że ktoś również w nie patrzy. Pewnie nie znam tej osoby, jednak jest również możliwość, że to ktoś, kto jest mi strasznie bliski. Może mieszka na drugim końcu planety, a może kilka domów stąd. Poza tym lubię patrzeć w gwiazdy. Wiem, że jedną z nich jest mama. Tylko wtedy mogę poczuć jej obecność. W ten sposób mogę jej pokazać, jak bardzo za nią tęsknię. Wpatrując się w tą ciemność nie odczuwam samotności, ani pustki, która jest gdzieś głęboko we mnie i czasami daje o sobie znać.
 - Czujesz się samotna? Przecież masz mnie.
 - Wiem, LouLou. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że nie możesz być ze mną cały czas.
 - Mogę, jeśli tylko tego chcesz.
 - Nie.
 - Ale...
 - Znudzilibyśmy się sobą, gdybyśmy ciągle przebywali w swoim towarzystwie. Nie chcę tego.
 - W sumie... Może masz rację.
 - Wiem, że ją mam – odpowiedziała pewnie, na co szatyn się uśmiechnął.
 - Mogę cię o coś zapytać?
 - Przecież wiesz, że tak.
 - Widzisz...

 - Tu jesteś, Tommo – usłyszał za sobą cichy głos, po czym osoba, która przerwała jego rozmyślania, usiadła tuż obok. – O czym tak myślisz?
 - O wszystkim i o niczym – odrzekł wpatrzony w niebo.
 - Przeszłość?
 - Może trochę.
 - Wiesz, co sądzę na ten temat.
 - Nie mogę tak po prostu zapomnieć, a tym bardziej wrócić i...
 - Dlaczego nie możesz wrócić?
Gdy tylko usłyszał pytanie, przypomniał mu się list jaki otrzymał od starej przyjaciółki. Odczuwał wszystko ze zdwojoną siła. Jego oczy momentalnie się zaszkliły, a sam czuł mocny ucisk wewnątrz siebie. Jakby coś rozrywało go od środka.
 - Bo nie – odezwał się po dłuższej chwili milczenia.
 - Boisz się, że cię odrzuci, prawda?
Nie musiał odpowiadać. Mulat doskonale znał odpowiedź. Louis westchnął głośno, spuszczając głowę w dół, by ponownie zatracić się we wspomnieniach i oddać się całkowicie tęsknocie, którą odczuwał codziennie coraz mocniej.

***

 - Czy ty wiesz, co to znaczy być punktualnym?! – wydarła się Melanie, gdy tylko zamknęła drzwi za brunetem.
 - Nie zaczynaj – warknął na co szczęka dziewczyny widocznie się zacisnęła. – Omówmy to, załatwmy sukę i zapomnijmy o tym, że musieliśmy współpracować.
O dziwo, musiała się z nim zgodzić. Chciała mieć już ten dzień daleko za sobą, ale czekało na nich zadanie. Gdy chłopak kierował się w stronę salonu, szatynka uważnie mu się przyjrzała. Biała, obcisła koszulka przylegała do dobrze zbudowanego torsu, a czarna marynarka i tego samego koloru rurki nadawały elegancji. Carter skrzywiła się, gdy chłopak odwrócił się i zauważył, że mu się przygląda, jednak wolał ugryźć się w język niż rozpocząć kolejną, beznadziejną kłótnię. Jedynie uśmiechnął się pod nosem, na co dziewczyna wywróciła oczami, po czym szybko ruszyła do salonu, by przedstawić wspólnikowi plan jaki zaczęła układać.
Wbrew pozorom dość sprawnie poszło im ułożenie perfekcyjnego przebiegu zbrodni i nim się obejrzeli, opuszczali próg mieszkania Melanie. Cienki, granatowy materiał sukienki został rozwiany przez chłodny wiatr, przez co szatynka zasłoniła się jeszcze bardziej czarnym płaszczem, pod którym znajdowała się tego samego koloru marynarka. W ciszy wsiedli do samochodu, po czym ruszyli do odpowiedniego klubu. Nie odzywali się cała drogę, a napięta atmosfera w aucie była zakłócana jedynie przez grające radio. Obydwoje w duchu dziękowali Bogu, że klub znajdował się tylko kilka ulic dalej, więc już po około dziesięciu minutach wysiadali z pojazdu przed ogromnym wieżowcem. Wyminęli kolejkę i po krótkiej rozmowie ze znajomymi ochroniarzami, znajdowali się w budynku.
 - Które piętro? – zapytała spoglądając na chłopaka.
 - Teo mówił, że będzie na trzynastym – wzruszył ramionami, podchodząc bliżej windy. – Więc tam jedziemy.
Weszli do windy, która szybko zabrała ich na odpowiednie piętro i chwilę później, drzwi się rozsunęły. Kolorowe światła, głośna muzyka oraz dym papierosowy wymieszany z zapachem alkoholu, przywitały ich na miejscy, przez co na twarzach obydwojga pojawiły się szerokie uśmiechy. Skinęli do siebie głowami, po czym ruszyli w przeciwne kierunki, starając się znaleźć swoją ofiarę. Nie wychodziło im to zbyt sprawnie, gdyż w klubie roiło się od ludzi.
 - Chyba ją widzę – poinformowała przez mini mikrofon szatynka.
 - Gdzie? – usłyszała po chwili.
 - Siedzi w gronie przyjaciół. Trzeba będzie zaczekać, aż ktoś ją stamtąd wyciągnie – mówiła, jednak nie usłyszała żaden odpowiedzi po drugiej stronie. – Zick?
 - Słuchaj, musisz mi pomóc.
 - Ugh, co znowu zrobiłeś? – jęknęła zdenerwowana.
 - Jakaś laska za mną łazi. Nie mogę się jej pozbyć.
 - Gdzie?
 - Lewe skrzydło.
Bez żadnej odpowiedzi ruszyła w odpowiednią stronę przeciskając się przez tłum, spoconych, tańczących ludzi. Gdy zauważyła zażenowanego Zicka, próbującego w jakiś sposób wyminąć tlenioną blondynkę, miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Wiedziała, że to wszczęłoby kolejną kłótnię, więc przygryzła dolną wargę starając się zatrzymać napad śmiechu, który kłębił się w środku. Wzięła głęboki oddech, po czym podeszła bliżej. Delikatnie dotknęła ramienia bruneta, na co ten momentalnie się odsunął, sprawiając, że szatynka stała naprzeciwko natrętnej dziewczyny, która wbijała w nią ciekawskie spojrzenie.
 - Masz jakiś problem? – odezwała się Melanie, przekrzykując głośną muzykę.
W jej głosie można było wyczuć nutkę groźby, którą najwyraźniej wyczuła blondynka, gdyż szybko pokiwała przecząco głową, a po chwili zniknęła w tłumie tańczących ludzi.
 - Tego nie było – odezwał się po chwili brunet, na co dziewczyna skinęła głową i razem udali się w stronę swojej ofiary. – To... gdzie ona jest?
 - Była tu – odparła szatynka, nerwowo się rozglądając. – Naprawdę. Siedziała tam na tej kanapie i...
 - Mo, opanuj się.
 - Jak mam się opanować?! Cholera! Musimy ją... Tam jest! – wrzasnęła, wskazując tańczącą dziewczyna niedaleko nich.
 - Czyli zaczynamy zabawę – odparł brunet, uśmiechając się pod nosem, po czym ruszył w stronę ofiary.
Szatynka uważnie obserwowała każdy krok chłopaka. Wiedziała, że wystarczy jeden niewłaściwy ruch, a dziewczyna może im uciec. Wtedy wszystko byłoby skończone... Szybko przegnała negatywne myśli i obserwowała jak brunet przyciąga uwagę rudowłosej. Dość szybko mu się to udało. Gdy tylko go dostrzegła, stanęła jak wryta. Melanie dokładnie przyglądała się akcji rozgrywanej przed nią. Zick nie zwracając uwagi na nic, kierował się w stronę wyjścia na dach. Dziewczyna bez chwili zawahania przeprosiła blondyna, z którym tańczyła i ruszyła za brunetem. Wtedy Carter również wkroczyła. Zick oparł się plecami o czarne drzwi i uśmiechnął się wrednie w stronę rudowłosej dziewczyny, na co ona natychmiast się zatrzymała. Domyśliła się. Przebrnęło przez myśli szatynki, która stała tuż za ofiarą.
 - Nie rób scen i grzecznie kieruj się w jego stronę – warknęła szatynka tak, by tylko dziewczyna przed nią mogła ją usłyszeć.
Melanie czuła wyraźnie jak rudowłosa zadrżała pod wpływem jej głosu, jednak posłusznie wykonywała polecenie i ruszyła przed siebie. Chwilę później brunet otworzył drzwi przepuszczając obydwie przodem. Rudowłosa zawahała się, na co Mo przewróciła oczami, popychając ją. Dziewczyna wiedziała, że nie ma żadnej ucieczki, więc po prostu ruszyła po schodach. Otworzyła drzwi, gdy wspięła się na samą górę i wyszła na zewnątrz. Mroźne powietrze owiało jej odkryte ramiona i przez chwilę zapomniała, że nie jest tam sama. Szybko odwróciła się w stronę Carter i Zicka, ale wzrok skupiła na tym drugim.
 - Witaj Hayley – odezwał się brunet.
 - Zabiłeś ją – odezwała się, a w jej oczach zebrały się łzy.
 - Masz na to dowód? – wtrąciła z uśmiechem szatynka.
 - Nie, ale to wiem. Nie jestem głupia – odparła szybko, przenosząc wzrok na nią. – Czego ode mnie chcecie?
 - Spokojnie, skarbie – uśmiechnął się szeroko Zick. – Zaraz sama się przekonasz – dodał, sięgając po pistolet umieszczony w dolnej części pleców za paskiem czarnych dżinsów.
Dziewczyna zmarszczyła brwi i zaczęła się powoli cofać, na co Melanie od razu ruszyła jej śladem i gdy ta się cofała, szatynka podążała do przodu, nie dając większej odległości. Wiedziała, co dzieje się za rudowłosą dziewczyną, miała tę przewagę, gdyż porządnie wstawiona ofiara najwyraźniej zapomniała, że znajduje się na dachu wieżowca. Carter niezauważalnie kiwnęła ręką do bruneta, by robił to, co ona, na co, o dziwo, się jej posłuchał i chwilę później szli krok w krok obok siebie, naprzeciwko przerażonej dziewczyny... Gdy Hayley dała jeszcze jeden krok do tyłu znalazła się na delikatnym wzniesieniu, przez co kolejny krok zadecydował o wszystkim. Rudowłosa przeniosła cały ciężar swojego ciała na ostatni krok, po którym miała zamiar zacząć uciekać do drzwi, jednakże nie zdawała sobie sprawy z tego, że to koniec. Spadła. Mo wraz z Zickiem podbiegli do krawędzi, patrząc na piszczącą dziewczynę, rozbijającą się na chodniku. Przerażona szatynka zakryła dłonią usta, wpatrując się w ostateczne zderzenie drobnego ciała z betonem. Chłopak dużo szybciej ochłonął i łapiąc swoją partnerkę za nadgarstek, podbiegł do drzwi i czym prędzej zbiegli po schodach. Z powrotem znaleźli się w klubie, jednak zdecydowali się czym prędzej go opuścić. Ruszyli w stronę windy, a następnie w stronę wyjścia i chwilę później znajdowali się na zewnątrz. Zauważyli zbiegających się ludzi po prawej stronie, a chwilę później mogli usłyszeć dźwięk syreny policyjnej. Był jeszcze cichy, co oznaczało, że samochód jest daleko. Spojrzeli na siebie i powoli ruszyli w stronę samochodu, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Gdy tylko wsiedli do samochodu, obydwoje głośno odetchnęli, po czym brunet spojrzał na dziewczynę.
 - Nigdy więcej, Mo – odezwał się odpalając silnik.
 - Chyba pierwszy raz się z tobą zgodzę. To nie był dobry pomysł. Trzeba było strzelić jej kulkę w łeb i wszystko byłoby załatwione – zamknęła oczy i oparła głowę o zagłówek siedzenia. – Ile w ogóle to cholerstwo ma pięter?
 - Piętnaście.
 - Boże – szepnęła, zaciskając powieki.
 - Posłu...
Nie zdążył dokończyć, ponieważ w całym pomieszczeniu rozległ się dźwięk telefonu. Szatynka sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej urządzenie.
 - Przepraszam – szepnęła do chłopaka, po czym odebrała połączenie. – Halo?
 - Hej, skarbie – usłyszała łagodny głos po drugiej stronie. – Przepraszam, że dzwonię tak późno.
 - Nic się nie stało, tato – odparła, uśmiechając się pod nosem.
 - Posłuchaj, mam do ciebie wielką prośbę.
 - W takim razie słucham.
 - Mogłabyś przez pięć dni zająć się Liz? Dostałem pracę na wyjeździe, a Sue strasznie chciałaby jechać ze mną.
 - Jasne, że mogę. A gdzie jedziecie?
 - Norwegia.
 - Moje gratulacje – powiedziała z szerokim uśmiechem. – Wreszcie odwiedzisz kraj swoich marzeń. Chętnie zostanę z Liz. Od kiedy?
 - Um... Od jutra.
 - Tato – jęknęła zirytowana. – Czemu dopiero teraz mnie o tym informujesz.
 - Bo nie chciałem zawracać ci głowy. Miałem nadzieję, że kogoś znajdę, ale nie udało mi się.
 - Przecież wcale nie zawracasz mi głowy. Dobrze wiesz, że kocham Liz i zawsze z nią zostanę, gdy będzie taka potrzeba. Czyli wprowadzam się na pięć dni do was?
 - Dokładnie tak. Strasznie ci dziękuję, słonko. Przyjechać po ciebie, czy sama przyjedziesz?
 - Sama przyjadę i nie masz, za co dziękować. O której macie samolot?
 - O dwunastej.
 - Będę jakoś po dziesiątej. Muszę kończyć. Do zobaczenia jutro.
 - Jeszcze raz dziękuję, Mel. Kocham cię.
 - Ja ciebie też, tato – odparła z uśmiechem rozłączając telefon.
Dopiero teraz zauważyła, że stoją przy jej mieszkaniu, a brunet uważnie jej się przygląda. Przekrzywiła głowę, marszcząc brwi, jednak chłopak dalej nie przeniósł swojego wzroku. Czuła się... nieswojo.
 - Rozmawiałaś z tatą? – zapytał.
 - Um... Tak – odparła, na co Zick skinął głową, spuszczając wzrok. – Coś się stało?
 - Ja nie rozmawiałem ze swoim od ponad siedmiu lat – powiedział bardzo cicho.
 - Dlaczego?
 - Nieważne – warknął nagle.
 - Rozumiem, że nie chcesz o tym rozmawiać – odparła, otwierając drzwi, jednak zanim wyszła, spojrzała jeszcze na bruneta. – Może chcesz zostać na noc? W końcu chyba nie masz zamiaru jechać ponad godzinę do swojego mieszkania o drugiej w nocy – dodała.
Brunet widocznie zastanawiał się nad decyzją. Chciał odpowiedzieć, jednak zawahał się, ponownie myśląc nad wszystkim. Szatynka była cierpliwa. Zrozumiałaby, gdyby odmówił, ale miała nadzieję, że jednak zostanie. Mimo wszystko nie chciała przyznać, że gdzieś w głębi duszy martwiłaby się, że nie dojechałby cało do domu.
 - W sumie... mogę zostać.
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie w jego stronę, czując w środku wyraźną ulgę, po czym obydwoje ruszyli do mieszkania.

*

Denerwujący dźwięk budzika rozległ się po pomieszczeniu, wybudzając dziewczynę ze snu. Przeciągnęła się, mrucząc pod nosem niezrozumiałe słowa, po czym sięgnęła, by wyłączyć irytujący głos. Podniosła się z łóżka i szurając nogami zeszła na dół. W salonie zastała złożone koce, które w nocy dała Zick'owi, natomiast na stole leżała mała karteczka. Szatynka podeszła bliżej, czytając tekst zapisany na kolorowym papierze.
 
Dzięki za nocleg, Mo. Lepiej będzie jak wymażemy z pamięci tę całą "współpracę".
Zick.                              
 
 - Ponownie muszę się z nim zgodzić – mruknęła ruszając w stronę kuchni.
Około godzinę później Melanie była już spakowana i dojeżdżała do posiadłości Carterów. Zabrała torbę, którą szybko pakowała przed wyjściem i ruszyła w stronę drzwi. Nacisnęła klamkę i weszła do środka. Od razu wybuchła śmiechem, gdy zobaczyła biegającą ze wszystkimi rzeczami Sue i swojego ojca, który odbierał wszystkie elementy i starał się porządnie ułożyć je w walizce.
 - Bardzo śmieszne, Mel – usłyszała głos Sue.
 - Nawet nie wiesz, jak bardzo! – odparła, ponownie wybuchając śmiechem.
Gdy Thomas wraz ze swoją partnerką wygłosili długą przemowę o tym, że Melanie "ma uważać na siebie i Liz", "ma jej pilnować, bo dziewczynka ostatnio strasznie rozrabia" i tym podobnych rzeczach, pożegnali się najpierw z szatynką, a później z uśmiechniętą czterolatką, po czym wyszli z mieszkania, a szatynka zaczęła bawić się z przyrodnią siostrę. Wesołe piski i śmiechy przerwał dźwięk telefonu. Zdezorientowana dziewiętnastolatka spojrzała na zegarek, którego wskazówki ukazywały dwunastą dwie, po czym podeszła do telefonu. Numer nieznany. Zmarszczyła brwi, po czym sięgnęła po urządzenie.
 - Halo? – odezwała się, odbierając połączenie.

18 komentarzy:

  1. Genialny zwiastun oraz rozdział! Jestem strasznie ciekawa kto dzwonił do Mo. ;D Współpraca Melanie i Zicka xd ciekawe połączenie. ;)
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Per-fact <3 Mam pewne domyślenia kto dzwonił, ale się za pewne nie długo dowiem. ;] Można wiedzieć co to za piosenka w nowym zwiastunie? :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg!! To jest boskie! Ciekawe kto do nie dzwonił:-);-)

    OdpowiedzUsuń
  4. To tak wkręca że omg

    nie moge doczekać się nexta:***

    Anana
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Boski!
    Jestem ciekawa kto dzwoni do Mo ^^
    Czekam na kolejny rozdział! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest takie boskie, że umieram.
    Skacze z radości bo dodałaś ten rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam. Z tej strony S1D. Uprzejmie chcemy poinformować, że na Twoim blogu nie ma odnośnika do Spisu opowiadań o One Direction (http://spis1d.blogspot.com/), w którym jest reklama Twojego fanfiction. Prosimy o umieszczenie punktu Drugiego naszego regulaminu. W innym wypadku Twój blog zostanie usunięty ze spisu. Czas na uzupełnienie, to dwa tygodnie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy rozdział:-) podoba mi się pozostawienie czytelnika w niepewności i zakończenie rozdziału małą zagadką. To pozwala na własne domysły i jest lepsze niż "podanie wszystkiego na tacy":-) co do tajemniczego telefonu to obstawiam Louisa lub kogoś kto wie czym Mel się zajmuje i może to zgłosić na policję:-) gratuluję pomysłu na opowiadanie, pozdrawiam i zapraszam do mnie:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się,zakończenie mnie irytuje bo nie wiem kto to dzwoni ..Świetnie piszesz !

    OdpowiedzUsuń
  10. Swietny pomysł na opowiadanie. Masz mega talent :) Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdziały pojawiają się, co 2 tygodnie, więc następny będzie 23.11.
      Pozdrawiam. :) x

      Usuń
  11. Rozdział genialny, tak samo jak nowy zwiastun! Jestem ciekawa kto dzwoni do Mo, oczywiście mam kilka pomysłów, ale znając życie to się mylę ;P mam nadzieję, że już niedługo zaspokoisz moją ciekawość dodając rozdział, w którym wszystko się wyjasni ;) pozdrawiam i zapraszam do siebie www.myfriendlou.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział świetny!!!
    Nie moge doczekać się następnego!!!
    Ps. Jak się nazywa ta dziewczyna z zwiastnu?
    ~Vera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba. Kolejny już dziś. ;3
      Jeżeli chodzi o tą, co jest również na szablonie, to jest to Kaya Scodelario. :) x

      Usuń
    2. Dziękuje za odpowiedź.
      Jeszcze małe pytanko.
      Jak myślisz rozdział będzie przed 20:00 czy po?
      Z góry dziękuje za odpowiedź
      Życzę weny na następne rozdzialy. :*
      ~Vera

      Usuń
    3. Po. Liczę, że pojawi się jakoś między 22:00, a 23:00. :)
      Dziękuję bardzo. ;*
      Pozdrawiam, K. x

      Usuń
  13. Cierpliwie czekam i trzymam cię za słowo
    ~Vera xxx

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, za Twój komentarz, K. <3

KOCHANE PERILANATORS!