niedziela, 6 października 2013

Rozdział 2.

Zapraszam do wzięcia udziału w Projekcie People For People (kliknij w buton po prawej stronie).

    Melanie pewnym krokiem weszła do salonu i wycelowała w osobę, zbierającą szkło z podłogi.
    – Nie ruszaj się – warknęła, na co "gość" szybko poderwał się i stanął twarzą do niej.
    – Możesz przestać we mnie celować? – pisnęła przerażona blondynka.
    – Boże, Emily, zwariowałaś?! – wrzasnęła, opuszczając pistolet.
    – Ja? Wiesz nie to, żeby coś, ale to nie ja celuję w głowę swojej przyjaciółce.
    – Nie to, żeby coś, ale to nie ja wkradam się do mieszkania swojej przyjaciółki z samego rana.
    – Ej! Ja się nie wkradam – odparła, wystawiając język w stronę szatynki. – Mam klucze – dodała, uśmiechając się.
    – Skąd? – zdziwiła się.
    – Zostawiłaś je ostatnio u mnie.
    – Naprawdę? A ja myślałam, że je zgubiłam – westchnęła, kierując się w stronę schodów. – Możesz mi zrobić śniadanie, ale to za jakąś godzinę, bo zamierzam iść jeszcze spać. A! No i zamknij drzwi na zasuwkę.
    – Nie idziesz spać! Za 20 minut widzę cię ubraną na dole! Musimy być wcześniej na sesji, Mo!
    Szatynka westchnęła głośno, po czym ruszyła na górę. Schowała pistolet pod poduszkę i poprawiła łóżko. Nie widziała sensu w ścieleniu go, ponieważ do domu i tak wróci wieczorem. Wyjęła z szafy ubrania i skierowała się do łazienki, żeby się odświeżyć.
    Po szybkim prysznicu i ubraniu się w wybrany strój, dziewczyna zeszła na dół, gdzie w kuchni zauważyła blondynkę, przeglądającą w skupieniu coś na swoim tablecie. Natomiast tuż obok niej stała miska czekoladowych płatków z mlekiem. Oczy Carter zabłyszczały, gdy tylko dostrzegła ulubiony posiłek, więc szybko zajęła miejsce naprzeciwko Emily i przyciągnęła do siebie miskę, konsumując jej zawartość.

~*~

    – Coś mi tu śmierdzi, Bill.
    – Wiem, wiem. Mówiłem, żeby zatrudnić inną sprzątaczkę, bo ta do niczego się nie nadaje – mówił z przejęciem starszy policjant.
    – Dobrze wiesz, że nie o to mi  chodzi.
    Bill spojrzał na swojego wspólnika, nie ukrywając zdziwienia. Prawda, siedzieli sami na posterunku już prawie pięć godzin i od samego początku jego przyjaciel zachowywał się dość dziwnie, ale starszy policjant nie potrafił domyślić się dlaczego. Zmarszczył brwi, nie spuszczając wzroku z Jamesa, który westchnął najwyraźniej podirytowany faktem, że Bill go nie zrozumiał.
    – Posłuchaj mnie uważnie – zaczął spokojnie James. – Zastanawiałeś się nad tym, czemu jeden z naszych najlepszych informatorów nie przyszedł na wczorajsze spotkanie z komendantem? Podobno miał mu przekazać jakieś ważne informacje i długo nalegał, żeby termin spotkania został przyśpieszony, a jak już komendant się zgodził, to Matthew się nie pojawił... Dziwna sprawa.
    – Daj spokój! Koleś do młodych nie należy. Pewnie zapomniał, a ty na darmo histeryzujesz.
    – To twoje zdanie... Jednak ja mam naprawdę złe przeczucia.

~*~

    – To z kim mam dzisiaj sesję?
    – Z boyband'em.
    – Dziwne, żeby z girband'em – przewróciła teatralnie oczami szatynka. – Jak się nazywają?
    – Szczerze? Za cholerę nie mogę sobie tego przypomnieć – odparła blondynka, na co Melanie wybuchła śmiechem.
    – Nie ma to jak "wszystko wiedząca" menagerka – mówiła robiąc w powietrzu cudzysłów.
    – Zapomniałam, ok?
    – Uch, jakaż ty drażliwa.
    – Wiem! District 3.
    – Nie znam.
    – Nie są jeszcze tak bardzo znani. Dopiero się rozkręcają.
    – Powinnam skakać z radości?
    – Posłuchaj, Mo. Gdybyśmy były w Paryżu to już dawno miałabyś sesję z największymi gwiazdami, ale jesteśmy tutaj, w tym pieprzonym Doncaster, gdzie nie da się kogoś tak szybko wypromować, a nie pomaga mi fakt, że nie chcesz się stąd wynieść! – mówiła, podnosząc głos z każdym nowym słowem. – Wiem, że nie lubisz tej pracy, ale nie wyżywaj się na mnie! Uwierz mi, że ja też mam dość twojego ciągłego okazywania tej nienawiści do modelingu. Mi też nie jest łatwo! Siedziałam na głowie menagerce tego zespołu ponad 5 godzin, bo nie mieli w planach zatrzymywania się tutaj, ale w końcu mi się udało! Okaż choć odrobinę entuzjazmu, a jeżeli nie masz tego w planach, to po prostu się zamknij, Mo.
    – Boże, Emily, chłoń – przerwała jej, wpatrując się w przyjaciółkę ze zdziwieniem. – Na litość Boską, ostatnio zdecydowanie zbyt często się denerwujesz. Powinnaś wyluzować. Po sesji jedziemy na jakąś kawę, to ci dobrze zrobi.
    – Nie wzięłam kasy – burknęła.
    – Nie ma problemu, ja stawiam – odpowiedziała i lekko uśmiechnęła się w stronę blondynki, po czym przez chwilę ja obserwowała. – Teraz poważnie. Co się dzieje?
    – A co ma się dziać?
    – Em, widać, że coś cię gryzie. W dodatku moje słowne zaczepki traktujesz jako pretekst do krzyku. Dawaj, co się stało?
    – Opowiem ci po sesji, ok? – zapytała blondynka, parkując na swoim miejscu i gasząc silnik samochodu. – Przylep uśmiech i zróbmy śliczne zdjęcia.
    – Jak zawsze – odparła, wysiadając, po czym obie wybuchły śmiechem.

~*~

    Zawsze będę przy tobie. Te słowa odbijały się echem w podświadomości chłopaka, nawet gdy spał, a przynajmniej próbował zasnąć. Męczyły go wyrzuty sumienia. Zastanawiał się. Co teraz robi? Spełnia swoje marzenia? Uczy się czy może już pracuje? Jednak to były mniej ważne części, o których Lou chciał wiedzieć. Najważniejszym pytaniem było... Czy tęskni? Chciałby znać odpowiedź. Bardzo tego pragnął. Spojrzeć jej w oczy i powiedzieć, że...
    – Louis, do cholery, zbieraj się! Zaraz mamy sesję! – krzyczał Niall, wpadając do pokoju śpiącego chłopaka.
    – Shh... Ja śpię – mruknął, po czym zakrył się bardziej kołdrą.
    – Lou! Wstawaj! Sesja!
    – Daj spokój, przecież sesję mamy dopiero o dwunastej.
    – A jest jedenasta czterdzieści! Fotograf nas zabije!
    – Jak to już czterdzieści?! – krzyknął Tomlinson, zrywając się z łózka.
    Chłopak zaczął biegać po całym pokoju w poszukiwaniu jakichkolwiek ubrań, żeby jak najszybciej się wyszykować, natomiast blondyn oglądał całe przedstawienie w stanie ciężkiego szoku.
    – Wyglądasz jakbyś nie spał całą noc – odezwał się Irlandczyk, na co szatyn odwrócił się w jego stronę.
    – Wszyscy już wstali? – zapytał, żeby zmienić temat.
    – Prawie. Zayn jest jakiś nieprzytomny i nie mogę się z nim dogadać.
    – Śpi?
    – Tak – odparł blondyn, na co Louis przeklął pod nosem, przypominając sobie, dlaczego Mulat jeszcze śpi, po czym przeniósł wzrok na Horana.
    – Wszystko w porządku?
    – Um, jasne. Zaraz go obudzę, a ty zbierz pozostałych, ok?
    – No dobra.
    Niall opuścił pomieszczenie, natomiast Louis szybko ubrał się, po czym zbiegł na dół. Gdy wpadł do kuchni trzy pary oczu spoczęły na jego osobie, na co on teatralnie przewrócił oczami. Rzucił krótkie "cześć" do wszystkich, zabrał kubek, który stał na szafce i zanim ktokolwiek zdążył zapytać, Tomlinson wbiegł z powrotem na górę, prosto do pokoju Malika. Gdy zobaczył, że ten wciąż śpi, a w dodatku jest w ubraniach, zrozumiał, że poprzedniej nocy przesadzili. Odpychając od siebie wspomnienia wczorajszych wydarzeń, wszedł do łazienki przyjaciela, jednak gdy tylko przekroczył próg, stanął jak wryty.
    – Chlew to mało powiedziane – mruknął, widząc bałagan panujący w pomieszczeniu.
    Szybko ominął leżące na podłodze ubrania, jak i buty oraz inne przedmioty, po czym napełnił kubek wodą i ruszył z powrotem do pokoju. Na szczęście udało mu się o nic nie przewrócić. Szybkim i zdecydowanym ruchem wylał zawartość kubka prosto na twarz Zayna, który natychmiast poderwał się z łóżka przerażony cała sytuacją.
    – Co się stało? – zapytał.
    – Nie chciałeś wstać.
    – Kurwa! To oznacza, że musisz mnie oblewać wodą?! – wrzeszczał, patrząc na niewzruszonego szatyna.
    – Ciesz się, że to była woda – wzruszył ramionami.
    – Tomlinson! Ja cię kiedyś uduszę! – odparł, na co drugi jedynie przewrócił oczami.
    – Zamknij się. Lepiej szoruj do łazienki.
    – Na cholerę?
    – Spójrz w lusterko, to się dowiesz – odparł, na co Malik szybko poderwał się z łóżka. Zmarszczył brwi, kierując się w stronę dużego lustra przy szafie.
    – Cholera! Widać?
    – Trochę, a u mnie?
    – U ciebie nie – mówił, ruszając do łazienki, gdzie zaczął przemywać twarz wodą
    – Stary, rusz się – odezwał się Louis, opierając się o framugę drzwi. – Jesteśmy już spóźnieni na sesję.
    – Sesję?! Niech Niall zadzwoni i ją odwoła!
    – Nie! – wrzasnął Tomlinson, napotykając zdziwiony wzrok przyjaciela. – Przejebaliśmy wszystko – westchnął.
    – Wszystko?!
    – Malik, stul twarz, bo usłyszą – warknął starszy, przeczesując włosy dłonią. Patrzył na poczynania chłopaka i miał złe przeczucia. Woda wcale nie pomagała - oczy Mulata wciąż były mocno przekrwione. – Zmyj pieczątkę – polecił, spoglądając na jego nadgarstek, na którym wciąż była oznaka ich  wieczornego szaleństwa.
    – Czyli chcesz mi powiedzieć, że straciliśmy wszystkie pieniądze? Mieliśmy nie przesadzić.
    – Najwyraźniej nie potrafimy się opanować.
    – Musimy zacząć nad tym panować, Tommo.
    – Panować nad czym? – usłyszeli głos Stylesa, który sprawił, że obydwaj podskoczyli z przerażenia.
    – Harry?! Co ty tu robisz?! – wrzasnęli razem, łapiąc się za klatkę piersiową i próbując opanować emocje.
    – Stoję? – zapytał, śmiejąc się. – To nad czym musicie panować?
    – Um... No wiesz... Właśnie...
    – Nad snem! – wrzasnął Louis, przerywając jąkanie się Malika.
    – Nad snem? – zapytał Harry, kiedy Zayn uderzył się dłonią w czoło.
    – Tak, bo wiesz, my lubimy sobie pospać i musimy zacząć to ograniczać.
    – Och, no fakt. Wy potraficie długo spać.
    – Co cię sprowadza? – zapytał szybko Mulat, zmieniając temat.
    – O! Zapomniałem! Miałem was pośpieszyć, bo kierowca już jest i czekamy tylko na was.
    – Już idziemy. – Styles przytaknął z szerokim uśmiechem, ukazującym jego urocze dołeczki, po czym opuścił pomieszczenie.
    – Było blisko – szepnął Zayn.
    – Zbyt blisko, ale na szczęście Harry potrafi być naiwny.
    Malik skinął głową zgadzając się ze słowami przyjaciela, po czym obaj cicho się zaśmiali.

~*~

    – No to opowiadaj – uśmiechnęła się Melanie, upijając spory łyk swojej kawy.
    Już ponad godzinę obydwie siedziały w kawiarni i rozmawiały na różne tematy. Dawno nie wychodziły razem, więc cieszyły się swoją obecnością i starały się poruszyć absolutnie każdy temat.
    – Uch, rozeszliśmy się – odparła.
    – Em, tak mi przykro. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
    – Ja... Nie wiem. Nie miałaś czasu ostatnio, a ja nie chciałam zawracać ci głowy.
    – Przestań, proszę. Dobrze wiesz, że zawsze możesz do mnie przyjść i naprawdę nie rozumiem, dlaczego tego nie zrobiłaś. Mam pomysł. Zróbmy sobie dzisiaj babski wieczór, tylko my dwie i dużo alkoholu – uśmiechnęła się zadziornie, na co blondynka wybuchła śmiechem.
    – Chciałabym, ale dzisiaj nie mogę. Może jutro?
    – No dobra, niech będzie – uśmiechnęła się w jej stronę, ale jej uśmiech szybko znikł, gdy zobaczyła, kto siedzi kilka stolików dalej.
    Blondyn. Jednak nie jakiś tam zwykły i nic nie znaczący. Ależ skąd! To był ten sam mężczyzna, który obserwował ją poprzedniego dnia. Oddech szatynki znacznie przyśpieszył, tak samo jak bicie jej serca. Była przerażona. Nie mogła się obronić, a na pewno nie mogła teraz uciec, bo naraziłaby Emily.
    – Mo, wszystko dobrze? Jesteś strasznie blada.
    – Um, tak. Siedź tutaj, zaraz wracam.
    Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, ruszyła w stronę łazienki. Czuła na sobie wzrok. Jego wzrok. Odetchnęła głęboko, gdy tylko znalazła się w jednej z kabin w damskiej toalecie. Szybko wybrała numer i czekała, aż rozmówca odbierze telefon.
    – Mo – usłyszała odebrane połączenie.
    – Teo, on tu jest.
    – Czekaj, nie mam pojęcia o czym mówisz.
    – Ten blondyn, o którym ci wczoraj mówiłam. Jest tu, w kawiarni. Obserwuje mnie.
    – Starbucks?
    – Tak.
    – Kojarzysz tą uliczkę niedaleko?
    – Oczywiście, że tak.
    – Bądź tam za dziesięć minut. Wyślę tam Rocka i Zicka.
    – Dzięki, Teo.
    – Nie ma, za co, Mo. Zadzwoń do mnie jak już będziesz w domu.
    – Jasne, do usłyszenia.
    – Do usłyszenia.
    Schowała telefon, po czym opuściła pomieszczenie. Usiadła naprzeciwko przyjaciółki, kątem oka obserwują mężczyznę. Dopiła swoją kawę, po czym zwróciła się szeptem do blondynki.
    – Odwieziesz mnie do domu, prawda?
    – Pewnie, przecież ci mówiłam.
    – No ok, ale najpierw jedź do parku.
    – Ale po co?
    – Po prostu tam jedź. Będę tam za jakieś piętnaście minut i wszystko ci wyjaśnię. Teraz pożegnajmy się i ty jedź pod park, a ja muszę się przejść.
    – Liczę, że później mnie oświecisz – powiedziała, całując szatynkę w policzek. – Pa.
    – Pa, Em.
    Dziewczyna zerknęła na mężczyznę, po czym wstała i ruszyła do drzwi, a następnie skręciła w prawo. Wiedziała, że za nią idzie. Nie mogła się odwrócić, bo wtedy blondyn domyśliłby się, że jest w pułapce. Z szybkim biciem serca stanęła przed uliczką i weszła w jej głąb. Schowała się w dość dużej szparze znajdującej się w murze i czekała. Chwilę później pojawił się mężczyzna. Patrzył uważnie przed siebie, ale nie zdążył wykonać żadnego ruchu, ponieważ ktoś przystawił mu pistolet do tyłu głowy.
    – Na kolana, śmieciu – usłyszał głęboki głos i posłusznie wykonał polecenie w tym samym czasie, gdy dziewczyna wyszła ze swojej kryjówki.
    – Kim jesteś i czego ode mnie chcesz? – warknęła do klęczącego mężczyzny.
    – Nic wam nie powiem – odparł pewnie, a na dźwięk tych słów Zick przeładował pistolet, który cały czas przyłożony był do tyłu głowy mężczyzny.
    – Jesteś pewny? – udzielił się brunet, ale nie uzyskał odpowiedzi. – Pytałem, czy jesteś pewien – powtórzył porządnie uderzając blondyna.
    – I tak mnie zabijesz. Więc co to za różnica czy cokolwiek powiem.
    – Możemy cię puścić, jeżeli powiesz kto cię przysłał i co kazał ci zrobić – powiedziała Melanie.
    – Blefujesz. Nie puścicie mnie. Strzelicie kulkę w łeb i zostawicie tutaj.
    – Nie masz pewności – przesunęła opuszkami palców po jego policzku. – Uwierz mi. Chcemy tylko informacji.
    – Julse kazał mi się ciebie pozbyć.
    – Dlaczego?
    – Jesteś dziewczyną. Nie pasujesz do tego wszystkiego i podobno stwarzasz dla niego zagrożenie.
    – Super – mruknęła, prostując się. – Dlaczego wszyscy chcą się pozbyć mnie, a nie ciebie? – przewróciła oczami, patrząc na Zicka.
    – Mnie się pytasz? – zakpił brunet.
    – Dokładnie tak.
    – Mi też się nie podoba fakt, że cały czas muszę ratować ci dupę, Mo. Skoro jesteś taka dobra, to czemu nie mogłaś załatwić go sama?
    – Może dlatego, że jestem bezbronna?
    – Pojebało cię?! Nie masz przy sobie broni?!
    – Stul pysk i...
    – Zick! Mo! – usłyszeli głos Rocka. – To naprawdę nie jest miejsce na takie kłótnie.
    – Racja – powiedzieli razem.
    – Załatw go, ja muszę iść – odezwała się szatynka.
    – Ale mówiłaś... – zaczął mężczyzna, ale nie dane było mu dokończyć, ponieważ Zick wystrzelił nabój, który trafił prosto w głowę blondyna.
    Krew mężczyzny rozprysła się po ziemi, a jego bezwładne ciało opadło na brudny asfalt.
    – Rock, jak tam Vi? – zapytała Melanie całkowicie ignorując wydarzenie, które przed chwilą miało miejsce.
    – Dobrze, ostatnio mieliśmy cię odwiedzić.
    – Mogliście – uśmiechnęła się.
    – Pewnie niedługo wpadniemy – odwzajemnił uśmiech.
    – W takim razie będę czekała. Lecę, bo Em mnie zabije. Miłego wieczoru.
    – Wzajemnie – krzyknęli za dziewczyną, która mijała się już z Gregiem i Scottem, którzy oczywiście mieli zacząć sprzątanie.
    Chwilę później szatynka siedziała już w aucie razem z przyjaciółką i tłumaczyła jej wszystko. Dziewczyna odwiozła ją do mieszkania, gdzie Melanie szybko się przebrała i ruszyła do domu rodziców. Na samą myśl, że za chwilę będzie siedziała z tatą, Sue i małą Liz, uśmiech wdarł się na jej twarz. Czekało ją kilka niesamowitych godzin. Jednak najpierw trzeba dotrzeć do rodzinnego domu.
___________________________________________
Przepraszam, za opóźnienie.
Szkoła = brak czasu.
Dziękuję za ponad 2000 odwiedzin i 15 obserwatorów.
Kocham was! <3
Liczę na wasze komentarze. :)
Następny rozdział?
Postaram się, żeby był za tydzień, ale nic nie obiecuję. xo

Edit: Skąd wam tak szybko przyszła do głowy sesja z 1D? Przecież Mel jest w Doncaster, a oni w Londynie. To trochę daleko. <3

10 komentarzy:

  1. No wiesz trochę nas zmyliłaś xd ;D Ale swoją drogą to ciekawe kiedy się spotkają ;) Już nie mogę doczekać się tego zacnego momentu...ale wszystkow swoim czasie :)
    Ale rozdział jest świetny ! :D
    Przeraża mnie fakt, że Mo tak łatwo zabija i nie ma wyrzutów sumienia tak jak reszta ...serio jak to czytam, to aż mam dreszcze xd
    naprawdę świetny rozdział i jestem pełna podziwu ;)
    ♥♥♥
    http://justgivemeafreelove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoła i brak czasu to wielka zmora.
    Coraz bardziej ciekawi mnie Twoje opowiadanie. Pomysł jest intrygujący. Nie mogę się doczekać momentu gdy Mo spotka się z One Direction. Zdradzisz może, kiedy to będzie? :D
    Życzę weny no i oczywiście czasu żeby móc coś napisać.
    Pozdrawiam. ;)
    Patricia x.
    Zapraszam też do siebie: http://theway-i-feel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział!
    Dziewczyno masz talent ! :)
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowiadanie wciągające, nie powiem. Fabuła i pomysł, oraz samo jego wykonanie - genialne. Jestem ciekawa jak wpleciesz do tego bezpośrednio zespół, więc będę czekała na kolejny rozdział. Życzę powodzenia. :)

    W wolnym czasie zapraszam do siebie:
    http://drive-harry-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nominuję Cię do Libster Award http://zwiastuny-na-blog.blogspot.com/2013/10/007-libster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje blogi zostały dodane do spisu :D
    http://spisfanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię opowiadania o takiej tematyce. Interesuje mnie postać bohaterki. Dodaję do zakładek.
    _________________
    http://fifty-shades-of-harry-styles.blogspot.com/

    Candice nigdy nie przypuszczała, że jej przyjaciółka Martha jest w stanie popełnić samobójstwo. Znała jej sytuację w życiu i za wszelką cenę starała się jej pomóc. Jednakże pewnego dnia, kiedy wraca do mieszkania, zastaje swoją przyjaciółkę martwą. Wiele razy wspominała jej, że dostaje wiadomości od pewnego mężczyzny, który za każdym razem uświadamia ją, że i tak ją odnajdzie. W pogoni za wolnością dziewczyny przeprowadzają się do Houston, gdzie dochodzi do tego dramatycznego wydarzenia. Candice nigdy nie poznała tajemniczego mężczyzny, znała go tylko z opowieści Martha'y. Dziewczyna powraca do rodzinnego Londynu. Co się stało z chłopakiem? Czy go pozna? Jedno jest pewne...nazywa się Harry Styles...i nigdy nie odpuszcza dziewczyny.

    http://fifty-shades-of-harry-styles.blogspot.com/
    Serdecznie zapraszam do komentowania :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zakochałam się w tym opowiadaniu.
    Bardzo ciekawe. Na pewno będę wierną czytelniczką.

    Terrorystka z własnej bajki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow! Znalazłam twojego bloga dzisiaj i muszę powiedzieć, że jest genialny. :) Fabuła nie zwykle interesująca i zaskakująca jednocześnie, <3. Sama na początku dałam się zmylić i myślałam, że Mo będzie miała sesję z 1D. ^^
    Pozdrawiam życząc dużo weny! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, za Twój komentarz, K. <3

KOCHANE PERILANATORS!